-Mam siwe włosy?- głos umierającej staruszki
pochodził z ciała pomarszczonej niewiasty.
-Tak.- odpowiedział męski głos. Mężczyzna patrzył na
umierającą niewiastę w głębi duszy nie dowierzając widoku jej śmierci.
-Usiądź obok mnie Stefano.- mruknęła staruszka
unosząc delikatnie wzrok na wysokiego, młodego mężczyznę. Stefano bez protestu
usiadł obok leżącej staruszki o urodzie dziewczyny.
-Mam zmarszczki, moje ciało jest obwisłe, wypadają
mi zęby. Umieram Stefano. Ja naprawdę umieram.- dłonią delikatnie gładziła
swoje siwe włosy pośród pozostałych czekoladowych loków. Ułożyła się wygodnie
obok Stefano przytulając się do jego zimnego ciała.
-Katherine, nie umierasz to nie twój czas, Ty
przetrwasz. Przetrwałaś wszystko.- Stefano próbował podtrzymać umierając na
duchu lecz Katherine nie zważała na jego słowa traktowała je jak powietrze
cenne lecz w prawdzie nic nie warte.
-To mój koniec, Stefano.- szepnęła do ucha mężczyzny
delikatnie muskając przy tym jego
policzek.
-Moja moc opuściła moje ciało, zostawiając gorzki
posmak mojego życia. Chciałabym by Thomas tu był. Czy to możliwe ,że on na mnie
czeka? A Ty czekałbyś na mnie przez dwieście lat?- Katherine przymknęła oczy
uśmiechając się. Stefano nie odpowiedział na jej pytanie tylko ucałował jej
pomarszczone czoło. W progu drzwi stanęła wysoka, szczupła dziewczyna z
oliwkową cerą i czekoladowymi włosami układającymi się na ramionach. Dziewczyna
była łudząco podobna do umierającej Katherine lecz bez dodatków starości.
-Helena.- mruknęła Katherine patrząc na dziewczynę.
-Mam twój różaniec. Zawsze mówiłaś ,że chciałabyś go
mieć na łożu śmierci.-Helena podeszła do łoża dając różaniec Katherine.
Katherine uśmiechnęła się do Heleny oplatając sobie
dłoń różańcem.
-Dostałam go od Thomasa.- uśmiechnęła się całując
krzyżyk.
-Masz gościa.- powiedziała po chwili Helena
wskazując ręką na wchodzącego do pokoju elegancko ubranego mężczyznę w średnim
wieku. Katherine uniosła wzrok patrząc bezwyrazowo na mężczyznę.
-Leon. Wierny sługa Boleny.- wyszeptała. Mężczyzna
podszedł do łoża oddając umierającej pokłon.
-Przychodzę do Ciebie Pani mają nadzieje iż
poświęcisz mi minuty swych ostatnich godzin życia.- Leon uniósł wzrok na
Katherine po czym się wyprostował patrząc na Stefano.
-Zostawcie nas.- powiedziała Katherine kierując się
do Stefano i Heleny. Oboje posłusznie wyszli z pokoju zamykając za sobą drzwi.
-Miło Cie znów widzieć. Usiądź.- Katherine poprawiła
się siadając bardziej dostojnie.
-Przyjemność po mojej stronie. Przyjechałam właśnie
z Anglii Twa dama dwory zawiadomiła mnie o Twym stanu zdrowia.-
-Mamy 2014 rok ,a Ty nadal wysławiasz się jak
prawdziwy dżentelmen.- Katherine uśmiechnęła się obserwując mężczyznę.
-Mam tysiąc lat nigdy się nie zmienię.- Leon zaśmiał
się.
-Pamiętam jak po śmierci mamy się mną opiekowałeś.
Miałam osiem lat ,a Ty patrzyłeś się na mnie jak na głupiutkie, słodkie dziecko
nigdy nie zmieniłeś tego spojrzenia nawet teraz kiedy mam pięćset lat.-
Katherine zaśmiała się.
-Takim samym spojrzeniem darzyłem Twą mamę. Księżna
Anna… Jesteście takie podobne. Masz niebezpieczeństwo w oczach jak i ona. Nigdy
nie mogłem rozszyfrować jej miny przez większość jej życia wydawała się smutna
lecz tak naprawdę myślała, dużo myślała.- Leon poprawił swą marynarkę rzucając
spojrzenie na butelkę whiskey stojącej na drewnianym stoliku obok niego.
-Pozwolisz?- zapytał. Katherine kiwnęła głową. Leon
nalał sobie trunek do połowy od razu przychylając do ust.
-Nawet nie mogę się napić. Mój organizm nie
wytrzymałby alkoholu. Najwyraźniej polska krew mojej mamy również mnie
opuściła.- Katherine zaśmiała się bawiąc się koralikami z swego różańca. Leon
nalewał sobie trunek nie zważając na zasady dobrego wychowania jego oczy
zapełniły się łzami które chciał najwyraźniej ukryć lecz nie potrafił.
-W dniu śmierci księżnej przysięgłem jej ,że nie
pozwolę Ci umrzeć. Obiecałem jej zaklinając się na moich bogów, a jednak Ty
umierasz nie zdołałem dotrzymać jej słowa.- Leon odstawił kieliszek patrząc na
Katherine.
-Dotrzymałeś słowa. Moja mam chciała by ,żebym była
szczęśliwa ,a kiedy ją spotkam będę najszczęśliwsza na świecie. Ujrzę również
Thomasa mojego ukochanego za pewne na mnie czeka. Oboje na mnie czekają.- po
policzku Katherine spływały łzy patrzyła na ścianę próbując powstrzymać emocje.
-Kłamiesz. Ty nigdy nie chciałaś umierać. Nie mogę
Ci na to pozwolić co mogę zrobić by podtrzymać Cię na życiu?- Leon wstał z
krzesła klękają obok łóżka Katherine, trzymał jej dłoń całując jej złoty
pierścień z niebieskim oczkiem.
- Pozwól mi odejść.- szepnęła Katherine.
Leon spojrzał na nią ponownie całując jej pierścień
po czym wstał kierując się w stronę wyjścia.
-Jesteś Katarzyna, córka Anny Boleny. Przetrwasz.-
wrzasnął trzaskając za sobą drzwiami.
Leon zszedł na parter patrząc na Helenę i Stefano
popijających whiskey. Oboje patrzyli na niego.
-Nie możemy pozwolić jej umrzeć.- powiedział
ponownie poprawiając swą marynarkę.
-Lecz jak możemy jej pomóc. Nie ma lekarstwa. Tego
nie można zatrzymać. Jej serce nie wytrzymuje jej ciało gnije lecz dusza wciąż
żyje.- Helena przychyliła swój trunek wstając
z sofy.
-Jej matka była potężną czarownicą. Federico ojciec
Katherine był hybrydą jego geny zabiły geny Anny. Lecz teraz krew ojca umarła
więc możliwe iż można obudzić krew Anny.-
-Jak?- zapytał Stefano patrząc na zamyślonego Leona.
-Krew.- mruknęła pod nosem Helena.
-Krew naznaczonej.- dodał Leon.
-Naznaczonej?- zapytał Stefano nie wiedząc o czym
mówią Leon i Helena.
-Naznaczona, jest kluczem do wskrzeszenia mocy
czarownic z słowiańskim pochodzeniem. Młoda, dziewczyna z znaniem powinna pomóc
naszej Katherine. Anna była z Polski czyli pochodziła z plemienia
słowiańskiego.- wyjaśniła Helena.
-Jak dowiemy się kto nią jest?- Stefano przychylił
kieliszek z trunkiem nie zrzucając wzroku z Heleny i Leona.
-Naznaczona jest rzadką sztuką do odnalezienia, ale
możemy spróbować. Joanna Kliwijska może nam w tym pomóc.- powiedział Leon.
-Joanna Kliwijska umarła sto lat temu.- Stefano
lekko oburzył się tym co powiedział Leon.
-Umarła. Lecz dla córki Anny z martwych stanie.-
-Joanna nie umarła. Zaszyła się w Niemczech.-
wyjaśniła Helena kierując się w stronę schodów prowadzących do pokoju w którym
leżała Katherine.
-Wybaczcie lecz pójdę do Katherine.- oznajmiła
Helena zostawiając Stefano i Leona samych.
Cicho otworzyła drzwi nie pewnie wchodząc do środka.
Katherine leżała na łóżku z zamkniętymi oczami.
-Żyjesz?- zapytała Helena.
-Jeszcze tak.- zaśmiała się Katherine otwierając
oczy.
-Mamy plan. Możemy Cie uratować.- oznajmiła Helena
siadając na którym przedtem siedział Leon.
-Wiedziałam ,że Leon nie pozwoli mi umrzeć. Nawet
sądziłam ,że przeżyję ale nie dam rady. Nie mam już sił Heleno.- Katherine
patrzyła na Helenę.
Dziewczyny milczała nie dając poznać po sobie iż ona
również nie wierzyła ,że Katherine przeżyje. Po chwili zastanowienia wstała
podchodząc do łóżka Katherine.
-Wybaczam Ci.- mruknęła patrząc na Katherine.
-Słucham?- dziewczyna zmarszczyła czoło patrząc ze
zdziwieniem na Helenę.
-Wybaczam Ci wszystko.- oznajmiła Helena siadając obok
Katherine.
-Dziękuję.- szepnęła Katherine uśmiechając się jej
wyraz twarzy świadczył iż poczuła się lepiej.
-Zrobiłam Ci wiele złego. Ja nigdy bym Ci nie
wybaczyła tego co ja Ci zrobiłam. Stworzyłam swojego sobowtóra bo wolałam by
zabito Cię niż mnie.- Katherine poderwała się próbując usiąść.
-Katherine. Nie pozwolimy Ci umrzeć.- szepnęła
Helena dotykając siwych loków Katherine.
-Nigdy Ci tego nie powiedziałam ,ale jestem dumna z
Tego ,że stworzyłam Ciebie.-
-Wiesz ,że tak naprawdę pochwaliłaś siebie?- Helena
zaśmiała się nachylając się do Katherine.
-Wiem.- mruknęła z uśmiechem Katherine łapiąc Helenę
mocno za głowę w przypływie siły. Helena patrzyła na Katherine przerażona nie
reagując na jej wybryk. Katherine patrzyła z wrogością w oczy Heleny otwierając
delikatnie usta.
- Aiuto!- warknęła Katherine jednocześnie puszczając
Helenę. Helena podniosła się szybko patrząc na Katherine. Dziewczyna miała
zamknięte oczy. Leżała jak by nic się nie stało. Helena z zmarszczonym czołem
wyszła z pokoju zamykając za sobą drzwi. Zeszła po schodach na parter gdzie
Leon wraz z Stefano prowadzili rozmowę jak uratować Katherine.
- Coś jest nie tak.- mruknęła Helena siadając obok
Stefano.
-Normalnie rozmawiałyśmy ,a potem złapała mnie za
głowę mówiąc ‘Aiuto’.- Helena patrzyła na Leona wyczekując odpowiedzi.
-Powiedziała ‘Aiuto!’?- zapytał z niedowierzaniem
Leon.
-Tak, jestem pewna.- odparła Helena.
-‘Aiuto!’- znaczy ‘Ratunku!’. Rzecz w tym ,że to
włoski ,a Katherine przysięgła iż nigdy nie powie słowa po włosku. Jej ojciec
pochodzi z Rzymu ,a ona po zamordowaniu Księżnej go nienawidzi.- Leon wstał
kierując się w stronę drzwi.
-Zajmijcie się nią ja muszę odnaleźć Joannę.-
powiedział zamykając drzwi. Stefano i Helena siedzieli na sofie patrząc się na
siebie.
-Jeśli znajdziemy ‘Naznaczoną’ będziemy mogli
sprowadzić martwą duszę z zaświatów.- powiedziała po chwili ciszy Helena.
-Kiedy byłaś na górze Leon powiedział ,że to działa
tylko na wiedźmy z klanu Słowiańskiego.- odparł Stefano.
-Kłamię. Nie chcę byśmy uratowali kogoś innego niż
Katherine. Wiem ,że jest dla Ciebie ważna ale Charles jest po drugiej stronie.
To jest twój brat Stefano. Chcę go z powrotem.-
-Co masz na myśli?-
-Możemy uwolnić tylko jedną osobę ,a tą osobą może
być Charles. Katherine znajdzie spokoju po drugiej stronie dołączy do matki i
Thomasa. Będzie wolna. Leon tego nie rozumie ale my tak. Uwolnimy ją.- szeptała
Helena obejmując Stefano.
-Jesteśmy razem.- mruknęła muskając jego usta.
-Jesteśmy razem.- powtórzył Stefano odwzajemniając
pocałunek.
Helena odsunęła się nalewając sobie wódki do
kieliszka.
- Lecz ona chcę żyć.- powiedział po chwili Stefano.
Helena wywróciła oczami sztucznie się uśmiechając.
-Nie ona nie wie czego chcę. Śmierć to jej marzenie
ona tak kocha matkę. Chcę do niej dołączyć.- parsknęła Helena próbując przekonać
Stefano do swoich racji.
Katherine otworzyła oczy. Jej oczom ukazał się
wysoki, Ciemno włosy mężczyzna trzymając dużą, białą poduszkę nakierowaną na jej
twarz.
-Charles.- wyszeptała.
-Żegnaj Katherine.- mruknął mężczyzna. Katherine
dotknęła dłonią jego policzka próbując załagodzić jego złość. Charles odłożył
poduszkę siadając obok Katherine. Dziewczyna wciąż trzymała rękę na jego
policzku.
-Jesteś martwy.- wyszeptała.
-Wiem.- odpowiedział mężczyzna patrząc na Katherine.
Uśmiechnął się delikatnie.
-Dlaczego do mnie przyszedłeś?- zapytała Katherine
zabierając powoli dłoń.
-Ja do Ciebie nie przyszedłem. To Ty przyszłaś do
mnie. Myślisz o mnie. Jako umierając wiedźma masz halucynacje.- odparł.
-Ciebie tak naprawdę nie ma. Widzę to co chcę.- szeptała
kierując swe słowa do samej siebie.
-Pamiętam nasze czasy.- powiedział Damon.
-Pamiętam Twoje słodkie usta….-
-Pamiętam jak upadałaś nie mając sił się podnieść….-
-Pamiętam jak zakładali Ci kaganiec…-
-Pamiętam jak Cię wynosili, a ja próbowałem Ci
pomóc…-
-Nie chcę…- szepnęła Katherine sprawiając iż Charles
zniknął ,a na jego miejscu pojawił się również mężczyzna lecz na jego widok
Katherine uśmiechnęła się szczerze.
-Joseph..- mruknęła gładząc policzek mężczyzny.
Mężczyzna odwzajemnił uśmiech patrząc na Katherine.
-Tom tęskni.- odparł po chwili.
-Przekaż mu ,że ja również za nim tęsknie. Niedługo
do niego dołączę, znów się spotkamy.-
-Rebeka Cię pozdrawia.- dodał.
-Moja Rebeka. Jak ja za nią tęsknie. Żałuje ,że się
nie spotkamy ,a nie mam odwagi z nią teraz rozmawiać.- szepnęła zamykając oczy,
powoli zabrała swą dłoń z policzka mężczyzny delikatnie muskając czubki swoich
palców po czym otworzyła oczy dotykając dłonią ust mężczyzny.
-Żegnaj…- szepnęła zamykając ponownie oczy. Joseph
jak przed nim Charles zniknął. Stefano wszedł do pokoju patrząc na leżącą
Katherine.
-Jak się czujesz?- zapytał.
-Moje serce bije normalnie.- powiedziała otwierając
oczy.
-Spójrz w lustro.- Stefano podszedł do drewnianego
stolika biorąc z niego małe zwierciadełko Katherine podał jej je.
-Moje włosy nie są siwe i zmarszczki… Zniknęły!- Na
twarzy Katherine pojawił się wielki uśmiech dziewczyna odłożyła zwierciadło
siadając na łóżku. Powoli z zaciekawioną miną wstała kierując swe kroki ku
Stefano.
-Mam siłę chodzić.- odparła rzucając mu się w
ramiona.
Dziewczyna poprawiła swoje czekoladowe włosy po czym
musnęła usta Stefano. Mężczyzna po chwili patrzenia w jej błyszczące oczy
pocałował ją namiętnie w usta. Stefano całując Katherine jednocześnie dotykał
jej ciała próbując ściągnąć jej bluzkę. Dziewczyna delikatnie pomogła swojemu
partnerowi po czym zdjęła Stefano koszulkę, oboje wylądowali na łóżku pieszcząc
swoje ciała. Katherine usiadła na Stefano liżąc jego tors ,zniżała się niżej
chcąc rozpiąć jego spodnie. Jednocześnie delikatnie podskakiwała dając
partnerowi większe podniecenie. Stefano miętosząc jej piersi pozwolił Katherine
prowadzić. Po kilku minutach Katherine jak i Stefano byli nadzy. Mając za sobą
grę wstępną smakowali się. Stefano leżał na Katherine rytmicznymi ruchami
wślizgiwał swojego członka w Katherine. Dziewczyna rozszerzała nogi pomagają
swojemu partnerowi w owej przyjemności. Stefano muskał ciało swej kochanki nie
przestając sprawiać jej największej przyjemności. Katherine dotykała jego torsu
obserwując jego ruchy w pewnym momencie przekręciła się. Dziewczyna ponownie
była na swym kochanku. Powoli schodziła z jego członka siadając na jego torsie,
piersiami dotykała jego warg. Stefano dotykał jej rozpalonego ciała piszcząc
ją. Zamierzając ponownie włożyć w nią członka, Katherine wyprzedziła go powoli
wkładając sobie jego długiego i twardego przyjaciela. Patrzyła na jego wyraz
twarzy zauważając iż daje mu to ogromną przyjemność podskakiwała coraz szybciej
i szybciej. Przez całą noc pieścili swoje ciała nad ranem kończąc swą zabawę.
Chicago,
Wysoki blondyn przemierzał uliczki miasta wzrokiem
błądząc po różnorodnych budynkach szukając baru o nazwie ‘Rose’ po chwili
szukania jego oczom ukazał się bar. Blondyn z delikatnym uśmiechem zmierzył w jego
kierunku. Przystanął przed wejściem zaglądając w okno. Przy barze siedziała
młoda dziewczyna z widocznym tatuażem. Mężczyzna z szarmanckim uśmiechem wszedł
do środka kierując się w stronę baru.
-Sofia Smith?- zapytał dziewczynę sączącą drinka.
-Tak.- odparła patrząc na mężczyznę.
-Thomas Filmar.- odparł mężczyzna siadając obok
Sofii
-Mam dla Ciebie wiadomości.- powiedziała podając
szarą teczkę mężczyźnie.
-Kontynuuj.- powiedział zamawiając dla siebie drinka
mężczyzna.
-Katherine Boleyn znana jako Katarzyna Bolenna
przybywa w Nowym Orleanie. Zaufany
przyjaciel jej matki Anny odwiedził ją. Po wyjściu z rezydencji braci Muller's
pytał o Joannę Kliwijską.-
-Z Katherine jest coś nie tak?- zapytała z poważną
miną.
-Chodzą plotki iż straciła moc. Lecz to tylko plotki
próbowałam się czegoś na ten temat dowiedzieć ale nie mam nic. W teczce są
zdjęcia Katherine jak prosiłeś.- dziewczyna spojrzała na Thomasa odstawiając
swojego drinka po czym wyszła z baru zostawiając mężczyznę samego.
Nowy Orlean,
W pokoju gdzie jeszcze wczoraj umierała Katherine
leżała dziś naga z Stefano. Dziewczyna otwierając oczy od razu się uśmiechnęła.
Podniosła się patrząc na ścianę po czym z wielkim
uśmiechem spojrzała na sufit.
Katherine rzuciła wzrok na Stefano który jeszcze
spał. Nie pewnie przysunęła się do niego dotykając jego ciała.
Spojrzała odruchowo na swoje zwierciadełko biorąc je
do ręki.
-O mój Boże.- wrzasnęła.
-Co się stało?- zapytał Stefano patrząc na
przerażoną Katherine.
-Znów siwieje.- odparła wstając z łóżka. Narzuciła
na siebie szlafrok kierując się w stronę drzwi. Stefano nie reagując na
Katherine wrócił do spania.
Dziewczyna zeszła na parter jej oczom ukazała się
Helena popijająca samotnie wódkę. Helena spojrzała na Katherine z nieukrywanym
zdziwieniem, trzymając w ręku kieliszek.
-Jeszcze żyjesz.- odparła Helena.
-Wczoraj poczułam się lepiej zniknęły zmarszczki ,a
moje włosy nie były siwe ale teraz znów czuje się słaba i mam siwe włosy.-
rzekła Katherine ignorując ironię z jaką Helena na nią patrzyła.
-Stefano jeszcze śpi musi odpocząć po naszej
wspólnej nocy razem. Gdybym wcześniej nie zaklęła pokoju na pewne byś
słyszała.- Katherine usiadła na sofie obserwując Helenę.
-Jeszcze jestem wilgotna.- dodała po chwili próbując
wyprowadzić Helenę z równowagi.
-Rozumiem ,że zerwałyśmy sojusz.- powiedziała
Helena.
-Skoro mam trochę życie wątpię bym chciała żyć w
solidarności z Tobą.- Katherine zaśmiała się wstając poszła na górę do swojego
pokoju.
-Helenka ma zły humor.- powiedziała do już ubranego
Stefano.
-Widzę ,że czujesz się lepiej.- odparł Stefano.
-Tak. Postanowiła uwiecznić to wpisem w moim
pamiętniku.- oparła Katherine sięgając po zeszyt wraz z czarnym długopisem.
-Miłego pisania.- powiedział Stefano wychodząc z
pokoju.
Katherine przygotowała sobie ubranie po czym poszła
do łazienki wziąć prysznic.
-Tutaj jesteś.- powiedziała do pudełeczka z farbą do
włosów. Po czym zaczęła nakładać farbę na siwe włosy. Kiedy skończyła po
kilkunastu minutach spłukała głowę, następnie zabrała się za suszenie swych
ponownie czekoladowych loków. Kiedy miała już zrobiony makijaż ubrała się w
spodnie i czarną bluzkę z dekoltem. Sięgnęła po zeszyt wraz z czarnym
długopisem i usiadła na krześle zaczynając pisać.
Drogi
pamiętniku,
Noc
spędziłam z Stefano. Było cudownie. Myślałam ,że wszystko ze mną w porządku
kiedy wczoraj wszystkie atuty starości zniknęły lecz dziś znów miałam siwe
włosy. Choć czuje się dobrze mam wrażenie ,że coś się zaraz stanie. Moje ręka
jest już zmęczona, mam przed oczami mroczki…
Katherine odłożyła pamiętnik powoli wstając.
Skierowała się na parter kiedy była na szczycie schodów odczuła silny ból w
klatce piersiowej.
Dziewczyna straciła przytomność spadając z szczyty
schodów jej nie przytomne ciało zatrzymało się na podłodze.
-Katherine!- krzyknął Stefano podbiegając do
dziewczyny.
-Ona nie oddycha.- rzuciła Helena patrząc jak
chłopak próbuje obudzić dziewczynę.
-Jest martwa.- dodała po chwili podchodząc do
Stefano trzymającego Katherine w ramionach.
-Odeszła.- szepnęła mu do ucha delikatnie go
przytulając jednocześnie wypychając ciało Katherine z jego ramion.
-Co Ty tutaj robisz?- zapytała Katherine. Dziewczyna
miała na sobie długą suknię.
-Pomagam Ci.-
-Stefano ale skoro ja umieram to jak mogę Cię jeszcze widzieć?- zapytała Katherine.
-Jeszcze żyjesz. Twoje serce powoli ustaje.
-Nie mamy za dużo czasu.- Katherine podeszła do Stefano.
Oboje znajdowali się na zielonej polanie otoczonej wysokimi drzewami.
-Pamiętam to miejsce. Tutaj przychodziłam wraz z siostrami.- na twarzy Katherine pojawił się uśmiech. Dziewczyna była ubrana w suknię o kolorze zgniłej zieleni wraz z złotymi pasami. Stefano jednak miał ubrania z dwudziestego pierwszego wieku. Katherine rozglądała się po polanie zrobiła kilka kroków w stronę lasu po czym odwróciła się patrząc na Stefano.
-Żegnaj.- powiedziała upadając na ziemię.
Stefano wraz z Heleną siedzieli już w salonie ciało Katherine zostało zniesione do piwnicy gdzie oboje je zostawili.
-Co powiemy Leonowi?- zapytał po chwili.
-Powiemy ,że umarła. Będzie chciał ją ocalić. Wtedy zamiast Katherine ocalimy Charles'a.-Helena uśmiechnęła się po czym nalała sobie kolejnego drinka.
-Naznaczona nam pomoże.- odparła z śmiechem.
-Żegnaj Katherine.- mruknęła przychylając kieliszek.
Ciąg dalszy nastąpi.