wtorek, 29 lipca 2014

Rodział II - Wielki powrót ♠

Dwa dni po śmierci Katherine,
Wszystko wyglądało normalnie. Choć nie było. Leon odezwał się kilka razy iż jest blisko ku znalezieniu Joanny lecz po za tym nic innego się nie wydarzyło. Choć Helena i Stefano byli zajęci dodawania szczegółów do planu przywrócenia Charlesa nic po za tym nie przyciągało uwagi wartej streszczenia. W zimnej piwnicy posiadłości Muller’ów na kamiennym stole spoczywała zmarła Katherine. Choć jak przystało umarlaka należy pochować Helena zdecydowała iż ciało Katherine spali kiedy odzyska Charlesa. Spokój wręcz zaglądał wszędzie mijały sekundy, minuty, godziny ,a w Nowym Orleanie nic się nie działo. Lecz spokój nigdy nie może trwać wiecznie. Bo kiedy monstrum przybędzie miasto stanie w płomieniach.
-Chciałabym się zapisać do szkoły.- słodki głos uroczej blondynki mówił do starszej kobiety siedzącej za okienkiem w tutejszej szkole imieniu Marii Antoniny.
-Nie możesz od tak się zapisać.- odpowiedziała nie zwracając uwagi na dziewczynę kobieta.
Urocza blondynka zaśmiała się z nutką pogardy wpatrując się w zielone oczy kobiety po czym delikatnie otworzyła usta.
-Masz mnie dodać do listy uczniów. Rebeka Filmar urodzona 27 maja 1994 rok w Londynie. Opiekun prawny Elijah Filmar. Zapomnij o tej rozmowie.- blondynka zaśmiała się po czym odwróciła się kierując się w stronę korytarza z salami do zajęć lekcyjnych. Kobieta z okienka posłusznie wykonała nakazane jej polecenia jak by nigdy nic zapominając o rozmowie przeprowadzonej z uroczą Rebeką. Blondynka weszła do klasy gdzie na swoim planie zajęć który zdążyła już sobie ułożyć miała historię z klasą panna Alarica Saltzmana. Ku zdziwieniu wszystkich usiadła jak by nigdy nic w pierwszej klasie bacznie obserwując nauczyciela.
-Widzę ,że mam nową uczennicę jak masz na imię?- zapytał pan Saltzman biorąc do ręki białą kredę do pisana po tablicy.
-Rebeka. Jestem nowa, a historia to mój ulubiony przedmiot.- odpowiedziała Rebeka patrząc z swym uroczym uśmiechem.
-Witamy w klasie Rebeka.- powiedział nauczyciel pisząc na tablicy swoje nazwisko.
-Witam wszystkich ponownie. Niektórzy mnie znają, niektórzy nie. Nazywam się Alaric Saltzman. – nauczyciel rozmawiał z uczniami, przestawiając o czym będą się uczyć. Jednak choć Saltzman był lubianym i szanowanym nauczycielem nikt go nie słuchał cała uwaga była skupiona na nowej uczennicy która bacznie obserwowała nauczyciela pożerając go wzrokiem. Pod koniec lekcji Rebeka wyszła pierwsza z klasy kierując się w stronę z szatniami dla dziewczyn. Kiedy weszła jej koleżanki z klasy oraz inne dziewczyny właśnie nie przebierały blondynka z wdziękiem nie zważając na spojrzenia innych zaczęła się przebierać.


-Dziewczyny z mojej drużyny idziemy na boisko.- powiedziała dziewczyna której włosy były równie blond jak Rebeki. Rebeka widząc iż na boisko wychodzą najbardziej wysportowane dziewczyny podążyła za nimi. Stanęła obok liderki grupy zaczynając się rozciągać. 
Dziewczyna spojrzała na Rebekę ze zdziwieniem.
- Kim jesteś?- zapytała.
-Mam na imię Rebeka. Jestem nowa.- odpowiedziała słodkim głosem nie przestając.
-Nie jesteś w mojej grupie.- 
-Od teraz tak.- Rebeka spojrzała srogo na dziewczynę.
-Jako lepsza i ładniejsza od Ciebie Caroline jestem nowa liderka.- powiedziała uśmiechając się.
- Skąd znasz moje imię?- zapytała Caroline.
-Znam wszystkich przyjaciół Heleny. W szczególności wampiry.- 
- Posłuchaj dziewczynko. Nie mam pojęcia z jakiej bajki jesteś ale masz się wynosić.- odpowiedziała Caroline.
- W moich czasach dziewczęta były bardziej uprzejme. W szczególności kiedy wiedziały jak szybko mogę złamać im kark.- Rebeka ominęła dziewczynę powoli od niej odchodząc.
- Gra rozpoczęta.- mruknęła pod nosem znikając. Caroline spojrzała na inne dziewczyny które na szczęście nie zauważyły z jaką szybkością zniknęła Rebeka. 

Niemcy,
-Sądziłam iż już Cię nie zobaczę.- delikatny głos kobiety był kierowany do poważnego i eleganckiego mężczyzny skradającego się do owej wiedźmy.
-Joanna.- mruknął mężczyzna pozwalając sobie na cwany uśmieszek na twarzy. 
-Leon. Duchy miały rację przyjdziesz.- Joanna zaśmiała się patrząc na mężczyznę.
-Nie wyglądasz na dziewczynę z tej ery.- odpowiedział zbliżając się.
-Mam swoje lata Leonie. Moja moc musi się objawiać nawet w tym niecodziennym ubiorze.-
-Ukrywałaś się przed tyle lat, lecz znalazłem Cię szybko.- Leon usiadł na krześle stojącym obok czarownicy. 
-Pomogłam Ci mnie znaleźć. Wiem czego ode mnie oczekujesz.- czarownica podeszła do mężczyzny kładąc dłonie na jego ramionach. Delikatnie zabrała prawa dłoń, lewą delikatnie dotykała rys jego twarzy.
-Tak dawno się nie widzieliśmy. Tęskniłam.- mruknęła składając nieśmiały pocałunek na policzku wampira. 
Leon spojrzał w oczy wiedźmy po czym z szybkością wampira przygniótł ją do ściany. Lekko pobudzony zapominając o swym celu przybycia jego wampirze ego ujawniło się. Wampir zatopił swe ostre kły w tętnicy Joanny. Czarownica dając przez kilka sekund posmakować Leonowi swojej krwi w ułamek sekundy zgromadziła swa moc po czym odepchnęła Leona ode siebie. 
-Przepraszam, ale ona złożyła mi ofertę nie do odrzucenia.- mruknęła Joanna. 
-Kto?- rzucił Leon próbując powstrzymać ból jaki zadawała mu Joanna używając swej czarnej magii. 
-Słodka Helena- szepnęła Joanna.
-Witaj Leonie.- zza małej ścianki wyłoniła się słodka Helena trzymająca w swych dłoniach niepewnie drewniany kołek.
- Helena nie!- krzyknął Leon.
-Katherine nie zasługuje by powrócić. Przez wiek musiałam wykonywać za nią brudną robotę. Urodziłam się tylko po to by ja zastąpić. Moja własna matka oddała mnie w ręce tej diablicy! Charles zasługuje bardziej by powrócić niż ta suka!- Helena zniżyła się do Leona patrząc mu głęboko w oczy.
-Żegnaj.- szepnęła wbijając drewniany kołek w serce mężczyzny. Helena widząc jak ciało wampira jest w stu procentach martwe odwróciła się do stojącej nad nią Joanny.
-Czas go sprowadzić.- powiedziała uśmiechając się.
- Masz jej ciało?- Joanna odeszła od Heleny zaczynając przygotowania do rytuału.
-Mam ją, seksownego Stefano...- Helena podeszła do stołu, gdzie Joanna przygotowywała swoje narzędzia. 
- Widzę ,że humor Ci dopisuje.- odparła Helena. \
-Jak najbardziej. - Helena zaśmiała się po czym przesłała Stefano wiadomość za pomocą swych wampirzych mocy iż ma przyprowadzić ciało Katherine.
Stefano w mgnieniu oka znalazł się w pomieszczeniu wraz z ciałem Katherine.
-Daj mi swoją krew.- powiedziała Joanna kierując swoje słowa do Stefano.
-Jesteś jego bratem. Twoja krew naprowadzi mnie do jego duszy i ciała.- Joanna sięgnęła po nóż po czym sprawnie zrobiła nacięcie na dłoni Stefano. 
-Helena teraz Twoja. Muszę namierzyć Katherine.- wiedźma powtórzyła swoje działanie.
-Mam ją.- wrzasnęła po chwili. 

Dusza Katherine poczuła nie pokój. Dziewczyna która zmarła dwa dni wcześniej samotnie przechadzała się po ulicach Nowego Orleanu. 
-Wyczuła mnie.- Joanna zaśmiała się. Jej moc owinęła duszę Katherine zabierając ją do osoby która z nią skończy.
-Bonnie...- mruknęła Katherine widząc znaną jej postać w kościele.
-Jesteś martwa.- szepnęła Bonnie.
-Prawda. Wiedźma Joanna chcę mnie wydostać lecz nie wiem dlaczego jestem tutaj.-
-Ty nie wiesz...- mruknęła Bonnie idąc w kierunku Katherine. 
-Ja nie ratuje dusz.- 
-Co? Skoro ich nie ratujesz to...-
-Odsyłam je do piekła, Katherine.- Bonnie w sekundzie dotknęła ramion Katherine co spowodowało iż sam diabeł wyciągnął swe łapska po potężną księżniczkę Katherine.
-Bonniee....- Katherine krzyknęła czując jak coś łapię ją za nogi. W kościele zerwał się wielki wiatr, dokoła latały kartki wyrwane z biblii.
-Charles....- Joanna namierzyła duszę mężczyzny.
-Odejdź Katherine!- Joanna krzyczała czując iż Katherine jest w pomieszczeniu wraz z nią.

                                            
-Odejdź!- rozkazała wiedźma.


-Charles.- wiedźma pośród mroku śmierci odnalazła ciało Charlesa. 
-Żegnaj Katherine.- Charles dotknął Katherine tym samym powrócił do żywych odsyłając ją do piekła.
Ciemność wciągnęła Katherine nie zostawiając po niej żadnego śladu.
Charles spojrzał na swoje dłonie z lekkim nie dowierzaniem. 
-Helena..- mruknął Charles kiedy z martwego ciała Katherine powstała jego osoba.
-O mój borze Charles.- Helena podbiegła do mężczyzny wtulając się e niego.
-Tęskniłam.- szepnęła.
-Ja też.- odparł mężczyzna składając pocałunek na czole Heleny.
-Moja zapłata.- powiedziała Joanna.
Helena spojrzała na nią podchodząc do wiedźmy.
-Co to jest?- zapytała.
-Ciężar jaki będziesz dźwigać. Katherine sto lat temu miała ukochanego za pewne wiesz o kim mówię. Przez sto lat wszyscy myślą iż nie żyję ale on wciąż oddycha. Chcę Katherine z powrotem. A Ty jesteś do niej łudząco podobna ,a jako jej sobowtór jesteś skazana być nią po to się urodziłaś. Wielki potwór nie może się dowiedzieć o jej śmierci jeśli się dowie zabiję wszystkich. Musisz być Katherine. -

niedziela, 29 czerwca 2014

Rozdział I - Naznaczona ♠

-Mam siwe włosy?- głos umierającej staruszki pochodził z ciała pomarszczonej niewiasty.

-Tak.- odpowiedział męski głos. Mężczyzna patrzył na umierającą niewiastę w głębi duszy nie dowierzając widoku jej śmierci.



-Usiądź obok mnie Stefano.- mruknęła staruszka unosząc delikatnie wzrok na wysokiego, młodego mężczyznę. Stefano bez protestu usiadł obok leżącej staruszki o urodzie dziewczyny.
-Mam zmarszczki, moje ciało jest obwisłe, wypadają mi zęby. Umieram Stefano. Ja naprawdę umieram.- dłonią delikatnie gładziła swoje siwe włosy pośród pozostałych czekoladowych loków. Ułożyła się wygodnie obok Stefano przytulając się do jego zimnego ciała.
-Katherine, nie umierasz to nie twój czas, Ty przetrwasz. Przetrwałaś wszystko.- Stefano próbował podtrzymać umierając na duchu lecz Katherine nie zważała na jego słowa traktowała je jak powietrze cenne lecz w prawdzie nic nie warte.
-To mój koniec, Stefano.- szepnęła do ucha mężczyzny delikatnie muskając przy tym  jego policzek.
-Moja moc opuściła moje ciało, zostawiając gorzki posmak mojego życia. Chciałabym by Thomas tu był. Czy to możliwe ,że on na mnie czeka? A Ty czekałbyś na mnie przez dwieście lat?- Katherine przymknęła oczy uśmiechając się. Stefano nie odpowiedział na jej pytanie tylko ucałował jej pomarszczone czoło. W progu drzwi stanęła wysoka, szczupła dziewczyna z oliwkową cerą i czekoladowymi włosami układającymi się na ramionach. Dziewczyna była łudząco podobna do umierającej Katherine lecz bez dodatków starości.
-Helena.- mruknęła Katherine patrząc na dziewczynę.
-Mam twój różaniec. Zawsze mówiłaś ,że chciałabyś go mieć na łożu śmierci.-Helena podeszła do łoża dając różaniec Katherine.
Katherine uśmiechnęła się do Heleny oplatając sobie dłoń różańcem.
-Dostałam go od Thomasa.- uśmiechnęła się całując krzyżyk.
-Masz gościa.- powiedziała po chwili Helena wskazując ręką na wchodzącego do pokoju elegancko ubranego mężczyznę w średnim wieku. Katherine uniosła wzrok patrząc bezwyrazowo na mężczyznę.
-Leon. Wierny sługa Boleny.- wyszeptała. Mężczyzna podszedł do łoża oddając umierającej pokłon.
-Przychodzę do Ciebie Pani mają nadzieje iż poświęcisz mi minuty swych ostatnich godzin życia.- Leon uniósł wzrok na Katherine po czym się wyprostował patrząc na Stefano.
-Zostawcie nas.- powiedziała Katherine kierując się do Stefano i Heleny. Oboje posłusznie wyszli z pokoju zamykając  za sobą drzwi.
-Miło Cie znów widzieć. Usiądź.- Katherine poprawiła się siadając bardziej dostojnie.
-Przyjemność po mojej stronie. Przyjechałam właśnie z Anglii Twa dama dwory zawiadomiła mnie o Twym stanu zdrowia.-
-Mamy 2014 rok ,a Ty nadal wysławiasz się jak prawdziwy dżentelmen.- Katherine uśmiechnęła się obserwując mężczyznę.
-Mam tysiąc lat nigdy się nie zmienię.- Leon zaśmiał się.
-Pamiętam jak po śmierci mamy się mną opiekowałeś. Miałam osiem lat ,a Ty patrzyłeś się na mnie jak na głupiutkie, słodkie dziecko nigdy nie zmieniłeś tego spojrzenia nawet teraz kiedy mam pięćset lat.- Katherine zaśmiała się.
-Takim samym spojrzeniem darzyłem Twą mamę. Księżna Anna… Jesteście takie podobne. Masz niebezpieczeństwo w oczach jak i ona. Nigdy nie mogłem rozszyfrować jej miny przez większość jej życia wydawała się smutna lecz tak naprawdę myślała, dużo myślała.- Leon poprawił swą marynarkę rzucając spojrzenie na butelkę whiskey stojącej na drewnianym stoliku obok niego.
-Pozwolisz?- zapytał. Katherine kiwnęła głową. Leon nalał sobie trunek do połowy od razu przychylając do ust.
-Nawet nie mogę się napić. Mój organizm nie wytrzymałby alkoholu. Najwyraźniej polska krew mojej mamy również mnie opuściła.- Katherine zaśmiała się bawiąc się koralikami z swego różańca. Leon nalewał sobie trunek nie zważając na zasady dobrego wychowania jego oczy zapełniły się łzami które chciał najwyraźniej ukryć lecz nie potrafił.
-W dniu śmierci księżnej przysięgłem jej ,że nie pozwolę Ci umrzeć. Obiecałem jej zaklinając się na moich bogów, a jednak Ty umierasz nie zdołałem dotrzymać jej słowa.- Leon odstawił kieliszek patrząc na Katherine.
-Dotrzymałeś słowa. Moja mam chciała by ,żebym była szczęśliwa ,a kiedy ją spotkam będę najszczęśliwsza na świecie. Ujrzę również Thomasa mojego ukochanego za pewne na mnie czeka. Oboje na mnie czekają.- po policzku Katherine spływały łzy patrzyła na ścianę próbując powstrzymać emocje.
-Kłamiesz. Ty nigdy nie chciałaś umierać. Nie mogę Ci na to pozwolić co mogę zrobić by podtrzymać Cię na życiu?- Leon wstał z krzesła klękają obok łóżka Katherine, trzymał jej dłoń całując jej złoty pierścień z niebieskim oczkiem.
- Pozwól mi odejść.- szepnęła Katherine.
Leon spojrzał na nią ponownie całując jej pierścień po czym wstał kierując się w stronę wyjścia.
-Jesteś Katarzyna, córka Anny Boleny. Przetrwasz.- wrzasnął trzaskając za sobą drzwiami.
Leon zszedł na parter patrząc na Helenę i Stefano popijających whiskey. Oboje patrzyli na niego.
-Nie możemy pozwolić jej umrzeć.- powiedział ponownie poprawiając swą marynarkę.
-Lecz jak możemy jej pomóc. Nie ma lekarstwa. Tego nie można zatrzymać. Jej serce nie wytrzymuje jej ciało gnije lecz dusza wciąż żyje.- Helena przychyliła swój trunek wstając  z sofy.
-Jej matka była potężną czarownicą. Federico ojciec Katherine był hybrydą jego geny zabiły geny Anny. Lecz teraz krew ojca umarła więc możliwe iż można obudzić krew Anny.-
-Jak?- zapytał Stefano patrząc na zamyślonego Leona.
-Krew.- mruknęła pod nosem Helena.
-Krew naznaczonej.- dodał Leon.
-Naznaczonej?- zapytał Stefano nie wiedząc o czym mówią Leon i Helena.
-Naznaczona, jest kluczem do wskrzeszenia mocy czarownic z słowiańskim pochodzeniem. Młoda, dziewczyna z znaniem powinna pomóc naszej Katherine. Anna była z Polski czyli pochodziła z plemienia słowiańskiego.- wyjaśniła Helena.
-Jak dowiemy się kto nią jest?- Stefano przychylił kieliszek z trunkiem nie zrzucając wzroku z Heleny i Leona.
-Naznaczona jest rzadką sztuką do odnalezienia, ale możemy spróbować. Joanna Kliwijska może nam w tym pomóc.- powiedział Leon.
-Joanna Kliwijska umarła sto lat temu.- Stefano lekko oburzył się tym co powiedział Leon.
-Umarła. Lecz dla córki Anny z martwych stanie.-
-Joanna nie umarła. Zaszyła się w Niemczech.- wyjaśniła Helena kierując się w stronę schodów prowadzących do pokoju w którym leżała Katherine.
-Wybaczcie lecz pójdę do Katherine.- oznajmiła Helena zostawiając Stefano i Leona samych.
Cicho otworzyła drzwi nie pewnie wchodząc do środka. Katherine leżała na łóżku z zamkniętymi oczami.
-Żyjesz?- zapytała Helena.
-Jeszcze tak.- zaśmiała się Katherine otwierając oczy.
-Mamy plan. Możemy Cie uratować.- oznajmiła Helena siadając na którym przedtem siedział Leon.
-Wiedziałam ,że Leon nie pozwoli mi umrzeć. Nawet sądziłam ,że przeżyję ale nie dam rady. Nie mam już sił Heleno.- Katherine patrzyła na Helenę.
Dziewczyny milczała nie dając poznać po sobie iż ona również nie wierzyła ,że Katherine przeżyje. Po chwili zastanowienia wstała podchodząc do łóżka Katherine.
-Wybaczam Ci.- mruknęła patrząc na Katherine.
-Słucham?- dziewczyna zmarszczyła czoło patrząc ze zdziwieniem na Helenę.
-Wybaczam Ci  wszystko.- oznajmiła Helena siadając obok Katherine.
-Dziękuję.- szepnęła Katherine uśmiechając się jej wyraz twarzy świadczył iż poczuła się lepiej.
-Zrobiłam Ci wiele złego. Ja nigdy bym Ci nie wybaczyła tego co ja Ci zrobiłam. Stworzyłam swojego sobowtóra bo wolałam by zabito Cię niż mnie.- Katherine poderwała się próbując usiąść.
-Katherine. Nie pozwolimy Ci umrzeć.- szepnęła Helena dotykając siwych loków Katherine.
-Nigdy Ci tego nie powiedziałam ,ale jestem dumna z Tego ,że stworzyłam Ciebie.-
-Wiesz ,że tak naprawdę pochwaliłaś siebie?- Helena zaśmiała się nachylając się do Katherine.
-Wiem.- mruknęła z uśmiechem Katherine łapiąc Helenę mocno za głowę w przypływie siły. Helena patrzyła na Katherine przerażona nie reagując na jej wybryk. Katherine patrzyła z wrogością w oczy Heleny otwierając delikatnie usta.


- Aiuto!- warknęła Katherine jednocześnie puszczając Helenę. Helena podniosła się szybko patrząc na Katherine. Dziewczyna miała zamknięte oczy. Leżała jak by nic się nie stało. Helena z zmarszczonym czołem wyszła z pokoju zamykając za sobą drzwi. Zeszła po schodach na parter gdzie Leon wraz z Stefano prowadzili rozmowę jak uratować Katherine.
- Coś jest nie tak.- mruknęła Helena siadając obok Stefano.
-Normalnie rozmawiałyśmy ,a potem złapała mnie za głowę mówiąc ‘Aiuto’.- Helena patrzyła na Leona wyczekując odpowiedzi.
-Powiedziała ‘Aiuto!’?- zapytał z niedowierzaniem Leon.
-Tak, jestem pewna.- odparła Helena.
-‘Aiuto!’- znaczy ‘Ratunku!’. Rzecz w tym ,że to włoski ,a Katherine przysięgła iż nigdy nie powie słowa po włosku. Jej ojciec pochodzi z Rzymu ,a ona po zamordowaniu Księżnej go nienawidzi.- Leon wstał kierując się w stronę drzwi.
-Zajmijcie się nią ja muszę odnaleźć Joannę.- powiedział zamykając drzwi. Stefano i Helena siedzieli na sofie patrząc się na siebie.
-Jeśli znajdziemy ‘Naznaczoną’ będziemy mogli sprowadzić martwą duszę z zaświatów.- powiedziała po chwili ciszy Helena.
-Kiedy byłaś na górze Leon powiedział ,że to działa tylko na wiedźmy z klanu Słowiańskiego.- odparł Stefano.
-Kłamię. Nie chcę byśmy uratowali kogoś innego niż Katherine. Wiem ,że jest dla Ciebie ważna ale Charles jest po drugiej stronie. To jest twój brat Stefano. Chcę go z powrotem.-
-Co masz na myśli?-
-Możemy uwolnić tylko jedną osobę ,a tą osobą może być Charles. Katherine znajdzie spokoju po drugiej stronie dołączy do matki i Thomasa. Będzie wolna. Leon tego nie rozumie ale my tak. Uwolnimy ją.- szeptała Helena obejmując Stefano.
-Jesteśmy razem.- mruknęła muskając jego usta.
-Jesteśmy razem.- powtórzył Stefano odwzajemniając pocałunek.
Helena odsunęła się nalewając sobie wódki do kieliszka.
- Lecz ona chcę żyć.- powiedział po chwili Stefano.


Helena wywróciła oczami sztucznie się uśmiechając.
-Nie ona nie wie czego chcę. Śmierć to jej marzenie ona tak kocha matkę. Chcę do niej dołączyć.- parsknęła Helena próbując przekonać Stefano do swoich racji.
Katherine otworzyła oczy. Jej oczom ukazał się wysoki, Ciemno włosy mężczyzna trzymając dużą, białą poduszkę nakierowaną na jej twarz.


-Charles.- wyszeptała.
-Żegnaj Katherine.- mruknął mężczyzna. Katherine dotknęła dłonią jego policzka próbując załagodzić jego złość. Charles odłożył poduszkę siadając obok Katherine. Dziewczyna wciąż trzymała rękę na jego policzku.


-Jesteś martwy.- wyszeptała.
-Wiem.- odpowiedział mężczyzna patrząc na Katherine. Uśmiechnął się delikatnie.
-Dlaczego do mnie przyszedłeś?- zapytała Katherine zabierając powoli dłoń.
-Ja do Ciebie nie przyszedłem. To Ty przyszłaś do mnie. Myślisz o mnie. Jako umierając wiedźma masz halucynacje.- odparł.
-Ciebie tak naprawdę nie ma. Widzę to co chcę.- szeptała kierując swe słowa do samej siebie.
-Pamiętam nasze czasy.- powiedział Damon.
-Pamiętam Twoje słodkie usta….-


-Pamiętam jak upadałaś nie mając sił się podnieść….-


-Pamiętam jak zakładali Ci kaganiec…-


-Pamiętam jak Cię wynosili, a ja próbowałem Ci pomóc…-


-Nie chcę…- szepnęła Katherine sprawiając iż Charles zniknął ,a na jego miejscu pojawił się również mężczyzna lecz na jego widok Katherine uśmiechnęła się szczerze.
-Joseph..- mruknęła gładząc policzek mężczyzny.



Mężczyzna odwzajemnił uśmiech patrząc na Katherine.
-Tom tęskni.- odparł po chwili.
-Przekaż mu ,że ja również za nim tęsknie. Niedługo do niego dołączę, znów się spotkamy.-
-Rebeka Cię pozdrawia.- dodał.
-Moja Rebeka. Jak ja za nią tęsknie. Żałuje ,że się nie spotkamy ,a nie mam odwagi z nią teraz rozmawiać.- szepnęła zamykając oczy, powoli zabrała swą dłoń z policzka mężczyzny delikatnie muskając czubki swoich palców po czym otworzyła oczy dotykając dłonią ust mężczyzny.
-Żegnaj…- szepnęła zamykając ponownie oczy. Joseph jak przed nim Charles zniknął. Stefano wszedł do pokoju patrząc na leżącą Katherine.
-Jak się czujesz?- zapytał.
-Moje serce bije normalnie.- powiedziała otwierając oczy.
-Spójrz w lustro.- Stefano podszedł do drewnianego stolika biorąc z niego małe zwierciadełko Katherine podał jej je.
-Moje włosy nie są siwe i zmarszczki… Zniknęły!- Na twarzy Katherine pojawił się wielki uśmiech dziewczyna odłożyła zwierciadło siadając na łóżku. Powoli z zaciekawioną miną wstała kierując swe kroki ku Stefano.
-Mam siłę chodzić.- odparła rzucając mu się w ramiona.
Dziewczyna poprawiła swoje czekoladowe włosy po czym musnęła usta Stefano. Mężczyzna po chwili patrzenia w jej błyszczące oczy pocałował ją namiętnie w usta. Stefano całując Katherine jednocześnie dotykał jej ciała próbując ściągnąć jej bluzkę. Dziewczyna delikatnie pomogła swojemu partnerowi po czym zdjęła Stefano koszulkę, oboje wylądowali na łóżku pieszcząc swoje ciała. Katherine usiadła na Stefano liżąc jego tors ,zniżała się niżej chcąc rozpiąć jego spodnie. Jednocześnie delikatnie podskakiwała dając partnerowi większe podniecenie. Stefano miętosząc jej piersi pozwolił Katherine prowadzić. Po kilku minutach Katherine jak i Stefano byli nadzy. Mając za sobą grę wstępną smakowali się. Stefano leżał na Katherine rytmicznymi ruchami wślizgiwał swojego członka w Katherine. Dziewczyna rozszerzała nogi pomagają swojemu partnerowi w owej przyjemności. Stefano muskał ciało swej kochanki nie przestając sprawiać jej największej przyjemności. Katherine dotykała jego torsu obserwując jego ruchy w pewnym momencie przekręciła się. Dziewczyna ponownie była na swym kochanku. Powoli schodziła z jego członka siadając na jego torsie, piersiami dotykała jego warg. Stefano dotykał jej rozpalonego ciała piszcząc ją. Zamierzając ponownie włożyć w nią członka, Katherine wyprzedziła go powoli wkładając sobie jego długiego i twardego przyjaciela. Patrzyła na jego wyraz twarzy zauważając iż daje mu to ogromną przyjemność podskakiwała coraz szybciej i szybciej. Przez całą noc pieścili swoje ciała nad ranem kończąc swą zabawę.
Chicago,
Wysoki blondyn przemierzał uliczki miasta wzrokiem błądząc po różnorodnych budynkach szukając baru o nazwie ‘Rose’ po chwili szukania jego oczom ukazał się  bar. Blondyn z delikatnym uśmiechem zmierzył w jego kierunku. Przystanął przed wejściem zaglądając w okno. Przy barze siedziała młoda dziewczyna z widocznym tatuażem. Mężczyzna z szarmanckim uśmiechem wszedł do środka kierując się w stronę baru.
-Sofia Smith?- zapytał dziewczynę sączącą drinka.
-Tak.- odparła patrząc na mężczyznę.
-Thomas Filmar.- odparł mężczyzna siadając obok Sofii
-Mam dla Ciebie wiadomości.- powiedziała podając szarą teczkę mężczyźnie.
-Kontynuuj.- powiedział zamawiając dla siebie drinka mężczyzna.
-Katherine Boleyn znana jako Katarzyna Bolenna przybywa w Nowym Orleanie.  Zaufany przyjaciel jej matki Anny odwiedził ją. Po wyjściu z rezydencji braci Muller's pytał o Joannę Kliwijską.-
-Z Katherine jest coś nie tak?- zapytała z poważną miną.
-Chodzą plotki iż straciła moc. Lecz to tylko plotki próbowałam się czegoś na ten temat dowiedzieć ale nie mam nic. W teczce są zdjęcia Katherine jak prosiłeś.- dziewczyna spojrzała na Thomasa odstawiając swojego drinka po czym wyszła z baru zostawiając mężczyznę samego.

Nowy Orlean,
W pokoju gdzie jeszcze wczoraj umierała Katherine leżała dziś naga z Stefano. Dziewczyna otwierając oczy od razu się uśmiechnęła.


Podniosła się patrząc na ścianę po czym z wielkim uśmiechem spojrzała na sufit.


Katherine rzuciła wzrok na Stefano który jeszcze spał. Nie pewnie przysunęła się do niego dotykając jego ciała.



Spojrzała odruchowo na swoje zwierciadełko biorąc je do ręki.
-O mój Boże.- wrzasnęła.
-Co się stało?- zapytał Stefano patrząc na przerażoną Katherine.
-Znów siwieje.- odparła wstając z łóżka. Narzuciła na siebie szlafrok kierując się w stronę drzwi. Stefano nie reagując na Katherine wrócił do spania.
Dziewczyna zeszła na parter jej oczom ukazała się Helena popijająca samotnie wódkę. Helena spojrzała na Katherine z nieukrywanym zdziwieniem, trzymając w ręku kieliszek.
-Jeszcze żyjesz.- odparła Helena.
-Wczoraj poczułam się lepiej zniknęły zmarszczki ,a moje włosy nie były siwe ale teraz znów czuje się słaba i mam siwe włosy.- rzekła Katherine ignorując ironię z jaką Helena na nią patrzyła.
-Stefano jeszcze śpi musi odpocząć po naszej wspólnej nocy razem. Gdybym wcześniej nie zaklęła pokoju na pewne byś słyszała.- Katherine usiadła na sofie obserwując Helenę.
-Jeszcze jestem wilgotna.- dodała po chwili próbując wyprowadzić Helenę z równowagi.
-Rozumiem ,że zerwałyśmy sojusz.- powiedziała Helena.
-Skoro mam trochę życie wątpię bym chciała żyć w solidarności z Tobą.- Katherine zaśmiała się wstając poszła na górę do swojego pokoju.



-Helenka ma zły humor.- powiedziała do już ubranego Stefano.
-Widzę ,że czujesz się lepiej.- odparł Stefano.
-Tak. Postanowiła uwiecznić to wpisem w moim pamiętniku.- oparła Katherine sięgając po zeszyt wraz z czarnym długopisem.
-Miłego pisania.- powiedział Stefano wychodząc z pokoju.
Katherine przygotowała sobie ubranie po czym poszła do łazienki wziąć prysznic.
-Tutaj jesteś.- powiedziała do pudełeczka z farbą do włosów. Po czym zaczęła nakładać farbę na siwe włosy. Kiedy skończyła po kilkunastu minutach spłukała głowę, następnie zabrała się za suszenie swych ponownie czekoladowych loków. Kiedy miała już zrobiony makijaż ubrała się w spodnie i czarną bluzkę z dekoltem. Sięgnęła po zeszyt wraz z czarnym długopisem i usiadła na krześle zaczynając pisać.



Drogi pamiętniku,
Noc spędziłam z Stefano. Było cudownie. Myślałam ,że wszystko ze mną w porządku kiedy wczoraj wszystkie atuty starości zniknęły lecz dziś znów miałam siwe włosy. Choć czuje się dobrze mam wrażenie ,że coś się zaraz stanie. Moje ręka jest już zmęczona, mam przed oczami mroczki…


Katherine odłożyła pamiętnik powoli wstając. Skierowała się na parter kiedy była na szczycie schodów odczuła silny ból w klatce piersiowej.


Dziewczyna straciła przytomność spadając z szczyty schodów jej nie przytomne ciało zatrzymało się na podłodze.


-Katherine!- krzyknął Stefano podbiegając do dziewczyny.
-Ona nie oddycha.- rzuciła Helena patrząc jak chłopak próbuje obudzić dziewczynę.
-Jest martwa.- dodała po chwili podchodząc do Stefano trzymającego Katherine w ramionach.
-Odeszła.- szepnęła mu do ucha delikatnie go przytulając jednocześnie wypychając ciało Katherine z jego ramion.
-Co Ty tutaj robisz?- zapytała Katherine. Dziewczyna miała na sobie długą suknię.
-Pomagam Ci.-
-Stefano ale skoro ja umieram to jak mogę Cię jeszcze widzieć?- zapytała Katherine.
-Jeszcze żyjesz. Twoje serce powoli ustaje.
-Nie mamy za dużo czasu.- Katherine podeszła do Stefano.
Oboje znajdowali się na zielonej polanie otoczonej wysokimi drzewami.
-Pamiętam to miejsce. Tutaj przychodziłam wraz z siostrami.- na twarzy Katherine pojawił się uśmiech. Dziewczyna była ubrana w suknię o kolorze zgniłej zieleni wraz z złotymi pasami. Stefano jednak miał ubrania z dwudziestego pierwszego wieku. Katherine rozglądała się po polanie zrobiła kilka kroków w stronę lasu po czym odwróciła się patrząc na Stefano. 
-Żegnaj.- powiedziała upadając na ziemię. 
Stefano wraz z Heleną siedzieli już w salonie ciało Katherine zostało zniesione do piwnicy gdzie oboje je zostawili. 
-Co powiemy Leonowi?- zapytał po chwili.
-Powiemy ,że umarła. Będzie chciał ją ocalić. Wtedy zamiast Katherine ocalimy Charles'a.-Helena uśmiechnęła się po czym nalała sobie kolejnego drinka. 
-Naznaczona nam pomoże.- odparła z śmiechem.
-Żegnaj Katherine.- mruknęła przychylając kieliszek.

Ciąg dalszy nastąpi.


Streszczenie ♠




Główna bohaterka (Katherine Boleyn/Katarzyna Bolenna) umiera, na łożu śmierci odwiedza ją stary przyjaciel i opiekun z dzieciństwa- Leon, który za wszelką cenne chcę uratować Katherine. Akcja rozgrywa się w Nowym Orleanie w posiadłości braci Muller. Jeden z braci -Stefano wierny przyjaciel Katherine rozdarty pomiędzy nią i jej podobizną Heleną która wybrała drugiego z braci -Charles'a, który zmarł dwa miesiące wcześniej. Leon znajduje rozwiązanie w starej wiedźmie która może wskazać lekarstwo dla umierającej. Jednak Helena chcąc odzyskać ukochanego podejmuje najgorszy krok w swoim życiu i ocala Charles'a nie wiedząc iż potężne monstrum zakochane w Katherine jest w mieście i chcę odzyskać zmarłą ukochaną.